poczta     czat     forum     randki     katalog  
 Gospodarka      Firma         Giełda       Pieniądze   UE Centrum Finansowe



Bazy



Środa, 10 grudnia 2003

Koniec kryzysu? Przedstawiamy mikroprzedsiębiorców polskich  (6)

Zobacz powiększenie
Rys. Jacek Gawłowski

Zobacz powiększenie
Rys. Jacek Gawłowski

SERWISY


Różne urzędniczki dziwnie na mnie patrzyły. Tylko w Funduszu Mikro powiedzieli, żebym napisał biznesplan. Do dziś nie wiem, co to jest biznesplan, ale napisałem, co widzę: że bieda, że zbierają puszki, że jest zbyt.

W administracji mi dali listę lokali, których nikt nie chciał na przetargach. Sto obejrzałem. Znalazłem w końcu budę w podwórku z drogą dojazdową: dach przeciekał, szczury biegały. Po trzy złote za metr.

Największym problemem są ludzie. Dwaj koledzy mi pomagali. Ale wynieśli puszki i na alpagi sprzedali. Ze dwudziestu osób się pozbyłem od kwietnia.

Koło mnie jest skup, który płaci parę groszy więcej (u mnie jest 3 zł za kilogram puszek, czyli 52 sztuki). Przebijam ich godzinami otwarcia, od szóstej rano do dziesiątej w nocy. I atmosferą. U mnie jest darmowa herbata albo kawa i papieros. Najtańsze, ale jest. Jak człowiek zbiera puszki cztery godziny, to umie to docenić. I jeszcze przebijam rzetelnością wagi. Ta waga mnie dwa tysiące kosztowała, to największy wydatek.

Pieniędzy trochę uzbierałem z wynajmowania mieszkania. A trzy tysiące pożyczył mi kolega ze studiów (kończę teraz zarządzanie nieruchomościami na prywatnej uczelni u Polanowskich, jeszcze mi została praca licencjacka). On powiedział: "Ktoś mi kiedyś pomógł, to i ja ci pomogę". Z tego jestem najbardziej dumny: że bez żadnych koneksji, bez łapówek (poza tą czekoladą dla księgowej), wszystko sam, własnymi rękami rozkręciłem.

Dwa razy w tygodniu podjeżdża do mnie samochód z Legionowa, sprawdzamy puszki, czy ktoś kamieni nie nasypał do środka. W Legionowie zgniatarka z wielkiego wora puszek robi małą, piętnastokilową kostkę. Kostki ładuje się na tira i jak uzbiera się 27 ton, to tir jedzie do huty w Niemczech. Huta to przetapia na felgi aluminiowe. Jak ma pan takie felgi, to może z moich puszek?

A część puszek płynie do Ameryki. Dlatego jestem uzależniony od ceny aluminium na giełdzie metali szlachetnych w Nowym Jorku. Wiosną w jeden dzień musiałem obniżyć cenę kilograma puszek z 3,80 na 3 zł, bo dostałem telefon z Legionowa, że był spadek ceny w Nowym Jorku i oni też obniżają cenę.

Zysk: "lekko licząc, 1,2-1,5 tys. zł na rękę"

Najpierw był Dratewka

Sławomir Stafiński do dziś tego nie rozumie. Grali w przedszkolu bajkę o szewczyku Dratewce i smoku wawelskim. Normalne przedszkole w średnim mieście, prowadzone przez zakonnice. I w kulminacyjnej scenie dzieci zamiast drżeć o szewczyka, dopingowały smoka: "Zjedz go! Zjedz Dratewkę!".

Dwa lata temu pan Stafiński z Barcic koło Nowego Sącza założył objazdowy teatrzyk Cornel. Skończył kurs lalkarski w Krakowie, kupili z żoną dwie metrowe lalki, gotowe scenografie i zaczęli pielgrzymkę po małopolskich szkołach. Na początek musieli włożyć w interes 20 tys. zł. Na spektaklu mają po ok. 50 dzieci, bilet kosztuje 3-4 zł. Po dwóch latach mają pięć teatrzyków, zatrudniają cztery osoby na umowę o pracę i kilka na zlecenie, dorobili się dwóch opli i dwóch volkswagenów oraz odłożyli na objazdowe kino, które od lipca prowadzi żona pana Stafińskiego.

Zysk: "na dobre życie wystarcza"

Zegarek z bajerami

Najdroższy jest Seiko za 2 tys. zł. Bartosz Borowik z Bytomia mówi o nim "mała fabryka energii". Ma mechanizm automatyczny, tak jak w zegarkach, których sprężyna sama się nakręca dzięki ruchowi ręki. Ale nie ma sprężyny - ta energia służy do ładowania baterii. I zegarek chodzi na baterię, z kwarcową dokładnością. A bateria nie wyładuje się do końca świata.

Raz sprzedał jeszcze droższy zegarek: Tissota z 12 diamentami wokół tarczy za 11 tys. zł.

Za tysiąc można kupić zegarki z bajerami. Stoper zapamiętujący kilkadziesiąt międzyczasów, budzik, timer - to standard. Ale model Casio, do którego można wpisać 300 numerów telefonów, to już coś. Albo Timex dla turystów górskich z wysokościomierzem - notuje zmiany ciśnienia i powie nam, ile metrów w pionie wspięliśmy się od początku wycieczki.

Bartosz Borowik pracuje w zegarkach od połowy lat 90. - Najpierw w magazynie, potem jako kierownik sklepu. Kiedy firma likwidowała punkt sprzedaży w centrum miasta, postanowił go przejąć. Był listopad (2000 r.), dobry przedgwiazdkowy okres.

- To było wyzwanie - mówi pan Borowik. - Oferowałem 10 marek zegarków, a miałem tylko pięć. I staję na rzęsach, żeby klient mógł wszystko kupić. Jak nie ma zegarka w sklepie (tylko w katalogu), to ściągam go w trzy dni. Wcześniej, jak pracowałem tu jako sprzedawca, to jeśli zegarka nie było, to się rozkładało ręce i koniec.

Myśli o otworzeniu przed świętami drugiego punktu. Pracuje po osiem godzin dziennie. Stać go na każdy zegarek ze swojego sklepu.

Zysk: 2,5-3 tys. netto miesięcznie

Wróżby i informacja

Małgorzata Ferlak z Krakowa przyjechała do Krynicy w ubiegłym roku:

- Otworzyłam salon wróżb Atena. Nazwę wzięłam od greckiej bogini. Wnętrze mam przestronne, widne, bez guślarstwa. Co rano tylko kadzidełka zapalam i rozpylam olejki eteryczne. Przychodzą kobiety, czasem mężczyźni. O nic nie pytam, rozkładam karty tarota. Dopiero pod koniec osoba się otwiera i często okazuje się, że już podjęła życiowe decyzje, chce tylko ich potwierdzenia. To się nazywa psychoastrologia.

Stwierdziłam jednak, że wróżenie to za mało. Dodałam więc biuro matrymonialne Twoja Swatka, bo nie było takiej usługi na naszym rynku. Klientami okazali się zarówno mieszkańcy, jak i kuracjusze, którzy przyjechali tu wypocząć. Mam już kilkadziesiąt ofert, niebawem będziemy po pierwszym ślubie.

Nadal jednak dostrzegałam niedostatek informacji w życiu mieszkańców. Stworzyłam więc "Źródełko" - comiesięczny informator o handlu i usługach oraz imprezach kulturalnych w Krynicy. Do najbliższego numeru burmistrz szykuje mi informację, gdzie inwestuje miasto. Do tego osiem stron powierzchni reklamowej (80 modułów), a jeden moduł kosztuje 40 zł netto.

Zaczynałam z niczym. Miałam tylko karty i wynajęty lokal. Teraz mam telefon, biurko, komputer, zakładają mi internet. Otwieram salon wróżb w Nowym Sączu. Mam z czego żyć. Bo najlepsze interesy robi się w czasie recesji.

Zysk: na dwoje babka wróżyła

*Dziękuję za pomoc w dotarciu do przedsiębiorców Funduszowi Mikro, Fundacji Wspomagania Wsi i Fundacji na rzecz Rozwoju Rolnictwa

ŹRÓDŁO:
Wojciech Staszewski

1  |  2  |  3  |  4  |  5  |  6  |  





•  Koniec kryzysu? Przedstawiamy mikroprzedsiębior... Gość: e, 10.09.2003 13:54
Życzę powodzenia tym mikro-biznesom przynajmniej takiego jakie
ja mam: firma jednoosobowa a dochód 10 tysięcy miesięcz

       •  Re: Koniec kryzysu? Przedstawiamy mikroprzedsiębi Gość: jabol,10.09.2003 14:36
          •  jak sie chce to mozna... Gość: @@@,10.09.2003 14:44
             •  Re: jak sie chce to mozna... Gość: anna,10.09.2003 18:59
       •  Re: Koniec kryzysu? Przedstawiamy mikroprzedsiębi Gość: Janosik,10.09.2003 23:09





   Wiadomości • Gospodarka • Sport • Praca • Dom • Auto • Film • Kobieta • Twoje miasto •  Ogłoszenia
   Czat • Forum • Katalog • Poczta  • Randki • Usenet

Copyright © Agora SAO nasInformacje prasoweReklama u nasOgłoszeniaOchrona prywatnościKontaktMapa serwisu